Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

- I kiedy chcesz?
- I kiedy chcę.
- Zgadzam się, moja pani, i zaraz opuszczę te tak gościnne progi.
Chciałem tylko gościowi pani zostawić pamiątkę, żeby ją nosił kilka tygodni i wiedział, z kim ma do czynienia.
- Ty teraz będziesz nosił swoją ruski miesiąc! - zaśmiał się Baryka.
- Jestem tak wspaniałomyślny, że nie będę go wyzywał na pojedynek. Nie chcę pani kompromitować.
- Ale szpiegowałeś mię! Więc już mię skompromitowałeś. I z jakiej racji?
- Przecie nie może pani zaprzeczyć, że zasługiwałaś na czujną uwagę legalnego narzeczonego.
Pani Laura nie odpowiedziała. Zwróciła się do Cezarego:
- Jak pan śmiał wdzierać się tutaj o tej porze. Widzi pan, do czego doszło! Pańskie nierozsądne amory, pańskie prośby bezskuteczne, wyznania i tym podobne głupstwa, na które jestem wciąż narażona, były sobie dobre za dnia jako rozrywka, jako flirt. Ale żeby ośmielić się nocą wchodzić do mego domu! Kompromitować mię, narażać na taki skandal!
- Mówiłem pani - odparł Baryka - że nienawidzę pani narzeczonego. Mówiłem to czy nie? Wiedziałem, że tu stróżuje po nocy, i przyszedłem właśnie, żeby go obić jego własną szpicrutą. Widzi ją pani? Tą oto! Jego własną, a jest w moich rękach. Biłem go grubym końcem po łbie. O, tak!
Cezary w szaleństwie, nie zważając na obecność kobiety, uderzył Barwickiego. Gruba kula rękojeści ugodziła tamtego w bok głowy i w ramię, aż się z jękiem przygiął. Laura zasłoniła go sobą. Krzyknęła:
- Jak pan śmie`? To mój narzeczony!
- Byłoby dobrze, żeby pani odeszła do swej świetlicy, bo będę go jeszcze bił. A pani mi przeszkadza!
- Precz z mego domu, młokosie! - zawołała z teatralnym gestem.
- Lauro! - rzekł Cezary przybierając również teatralną pozę.
- Niech mi się pan zaraz, natychmiast stąd wynosi!,- mówiła błagając go oczyma, żeby wyszedł.
Ale Cezary popadł w zajadłość furii. Nie wiedział, co robi. Obrócił momentalnie szpicrutę w ręce: ujął ją za twardą, okrągłą rączkę i raz, drugi raz usiłował dosięgnąć Barwickiego poprzez rozkrzyżowane ręce Laury. Barwicki, ogłuszony poprzednim uderzeniem, słaniał się poza narzeczoną.
- Panie Baryka! - krzyknęła.
- A co?
- Wyjdźże pan stąd! Wyjdź stąd! Wyjdź stąd!
- Dobrze. Pójdę. Zaraz pójdę. Chciałem tylko...
Nie wiedząc, co już gada, dorzucił:
- Chciałem wam, mili, poprawni narzeczeni, dać moje błogosławieństwo na nowe, zyskowne gospodarstwo.
To mówiąc smagnął Laurę szpicrutą poprzez twarz i rozstawione ręce. Po czym ze szpicrutą w ręce wyszedł.

Wałęsał się po polach. Trafiwszy na stóg siana wygrzebał w nim wnękę i wtulony w nią, jęczał, a nawet wył z rozpaczy. Widział wciąż światło w dalekim dworze Leńca i po sto tysięcy razy powtarzał sobie, że nigdy tam już noga jego nie postanie. Oto tam teraz Laura i ten człowiek śmieją się z niego, jak on swego czasu, pławiąc się w szczęściu, drwił z Barwickiego. Któż wie, może to tamten teraz zacznie powiększać światło przyćmione, żeby mu w tym stogu siana ciemno zbytecznie nie było. Przy świetle tamtego figla świetlnego widział swoje nieszczęście. A nie szło teraz samo. Jak to jest we zwyczajach ludzkiej niedoli
Strony: