Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

niegdyś, pod wiosnę, murawą. Czasem doły zapadnięte, zaklęknięte w ziemię. Tam i sam krzyżyk drewniany z wianuszkiem ziela wonnego. Czasem napis na tabliczce z blachy. Imię i nazwisko wypisane czarną farbą z zabawnymi ortograficznymi błędami i prośbą żebraczą o modlitwę, której nigdy nikt nie spełnia. Istny obraz wsi. Tu groby maleńkie i przyziemne, a wśród nich, w samym środku, marmurowe pomniki ze złoconymi napisami, złamane kolumny z granitu i białe anioły ze sczerniałymi twarzami i wygniłymi oczyma. Tam leżą panowie. W samym środku grób rodzinny Wielosławskich, ogromny, wspaniały, przywalony wielością płyt marmurowych, które deszcz porył w bruzdy, jak ryje glinę na polu. Cezary zbliżył się do tego rodzinnego grobu. Wszakże to tutaj odkopano z boku ziemię, otwarto ceglaną ściankę i wsunięto w czarną czeluść zgnilizny Karusię uśmiechniętą i wesołą, która miała usta słodsze ponad czereśnie i maliny.
Cezary mijał uliczkę prowadzącą w poprzek cmentarza do bramy z oberwanymi wrótniami. Było mu wszystko jedno, iść tu czy tam. Pamiętał, że przy grobowcu rodzinnym była ławeczka drewniana, na której pani Wielosławska siadała, gdy szła pomodlić się przy zwłokach męża. Na tej ławeczce ktoś siedział. Cezary zawahał się. Tamten podniósł zwieszoną głowę. Był to ksiądz Anastazy. W rewerendzie' i kaszkiecie niebieskawym, jakie noszą wiejscy chłopcy w tamtych
stronach, upodabniał się do koloru kamieni i marmurów, głazów i żelaz na pomnikach.
- Dzień dobry, Cezary! - rzekł nieswoim głosem. - Skąd idziesz i dokąd tak rano?
- Chciałem odwiedzić Karolinę.
- Ja także. Idąc na mszę świętą, co dzień rano ją odwiedzam. No, ja ci nie przeszkadzam. Módl się.
- Ksiądz jesteś od modlitw.
- Ja - tak. Ale ja, to już jakby z urzędu, z zawodu. A ty w tym wypadku powinieneś specjalnie.
- Sam wiem, czy mam się modlić, czy nie.
- Oprócz ciebie, mój bracie, ja jeszcze drugi i ostatni wiem, żeś powinien.
- O ile mi wiadomo, ksiądz jest obowiązany do chowania tajemnicy spowiedzi.
- Niewątpliwie. Ale tutaj nas nikt żywy nie słyszy. A zważ, słuchają nas umarli! I ona słucha - twoja ofiara.
- Jaka ofiara? Cóż to znowu za brednie!
- Zakochała się w tobie na śmierć i życie. Rzecz dziewczyńska, rzecz ludzka. A ty? Nie kochałeś jej przecie, boś się zakochał, ale w innej - a dlaczegoś ją całował?
- Tak mi się podobało. Rzecz chłopczyńska całować piękne dziewczęta.
- Aleś ty całował niewinną dziewczynę, sierotę, wygnankę, bezdomną, która sobie tutaj, w naszym domu, pracą surową i uczciwą na chleb zarabiała. I słuchaj mię, ty odszczepieńcze! - szlachciankę! Widzisz, jak ją Bóg za te pocałunki z byle kim strasznie poraził! Ty mi się tu stawiasz za swym moskiewskim rozbestwieniem! Padnij natychmiast na kolana u jej mogiły i proś o przebaczenie.
- Moja to rzecz, moje z nią porachunki... Ja księdza o rady ani o wskazówki szlachecko-katolickie nie prosiłem.
- Nic ze mną tym stawianiem się nie wskórasz! Ja jestem właśnie od tego, żeby kruszyć ludzkie zatwardziałe sumienie. I twemu nie daruję!
- Moje sumienie nic mi nie wyrzuca. Mogłem był ją uwieść, gdybym był chciał. A nic jej złego nie zrobiłem. Moje pocałunki sprawiały jej rozkosz. Sama ich szukała. Płakała i męczyła się - tak sądzę - skoro jej odmówiłem pocałunków.

- Milcz! Milcz! Milcz! Ja tego słyszeć nie chcę! A jeśli masz dobrą wolę o tym mi mówić, to nie tutaj. Chodź ze mną! Włożę komżę, stułę na szyję, usiądę w konfesjonale i wysłucham cię. Zrzucisz z serca kamienie, które je przygniatają. Jeżeli będę mógł, to ci dam
Strony: