Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

współbraci, lecz nic mu nie mogli odpowiedzieć. Czarny przybiegł jeszcze po odejściu lekarza i przyniósł jakiś cierpki i gorzki napój w szklaneczce. Ściskał w ramionach młodzieńca, bezsilnego w swej męczarni. Gdy się drzwi za nim zamknęły i zostali znowu sami, Cezary objął ojca ramionami, przyłożył się, przytulił i marzył, że tak oto przeleje weń swe zdrowie, przesączy w ten sposób krew swoją pulsującą w jego żyły Zeschnięte i wypędzi Zeń tajemniczą niemoc. Seweryn był rozpalony. Głowa jego miotała się po kudłach baranich. Szeptał z jękiem:
- Nie Zostawajmy tutaj! Jedźmy! Nie wywłócz mię na ziemię! Dojedziemy! Już niedługa! Już bliżej niż dalej!
Zasypiał i nagle budził się z jakimś krzykiem, który syn pocałunkami uciszał. Mówił mu w rozżarzone usta tysiące pociech i zaklęć nadziei. W pewnej chwili Seweryn Baryka podźwignął się na legowisku, jakby mu sił nagle przybyło. Objął Cezarego za szyję i mówił mu tak samo w usta:
- Pamiętasz? Takeśmy się wierszy francuskich uczyli. Pamiętasz, Czaruś?... Gdybym nie dojechał. Gdybym musiał tutaj zostać... Ty tu nie Zostawaj! Nie zostawaj! Jedź tam! Sam zobaczysz... przekonasz się... Ja tak nic nie wiedziałem, nie rozumiałem. Dopiero jakem z legionami przeszedł poprzez tę Ziemię, dopiero jakem wszystek zrozumiał... Takem nic nie rozumiał, jak ty teraz. I patrz, co się ze mną dzieje. Taki straszny los...
Zacichł na długa chwilę i Znowu mówił:
- W Warszawie idź do jednego człowieka, który się nazywa Szymon Gaju wiec Człowiek tam Znany. Dopytasz się. Powiesz mu o nas. Był w przyjaźni z mamą i Ze mną. On się tobą zajmie, on ci wszystko powie. Nazywa się - Szymon Gajowiec...
Obalił się na posłanie i zasnął. Lecz sen jego był niespokojny, pełen jęków i szlochów. Cezary, który siedział nad ojcem pogrążonym w agonii, a nic mu poradzić nie mógł, przeżywał jakby śmierć własną. Pociąg w przestrzeni pomykał niby w krainę śmierci. Nieszczęśliwy podsunął ręce pod głowę śpiącego ojca, ażeby mu ulżyć w cierpieniu. Zmorzony męką duszy, zapomniał się od krótkiego snu. Zdawało mu się, że nie zamykał oczu. Lecz dosyć długo trwał ten jego sen. Po ocknieniu Cezary nie słyszał już charczeń, świstów i jęków w piersi ojcowskiej. Gdy ucho jego przypadło do rzężącej przed chwilą piersi, nie usłyszało już bicia serca ani Oddechu. Długo leżała bezsilna głowa nad pustynią straszliwą, która się przed nią rozchyliła. Długo trwało przeraźliwe zdumienie, iż usta przemawiające przed chwilą stały się kamieniem obojętnym już na wszystko, cokolwiek by się zdarzyło, obojętnym aż do skończenia świata. Cezary nie wiedział wcale, jak długo jechał przez pola śniegami okryte i przez wody lodami okute wskróś lasów i ugorów, pustych i niemych jako piersi jego ojca. Nie mógł wyciągnąć rąk spod nieruchomej głowy, jakby ją lody okuły i zamroziły mrozy swą mocą. Zapragnął usnąć tak samo, ażeby się nie rozstawać z tym pątnikiem, który ze swoim celem dalekim rozstać się musiał. Nie mógł ani płakać, ani jęczeć, ani wyć, ani krzyczeć wniebogłosy, choć krzyk, jęk i głuche wycie miał w sobie.

Kiedyś, po krótkim czy długim skostnieniu w boleści, usłyszał, że drzwi odsuwają się ze zgrzytem i że bardzo zimne powietrze do wnętrza wionęło. To czarny przyszedł znowu ze strawą. Nachylił się nad Sewerynem Baryką i trzymał przez czas pewien rękę na jego sercu. Podźwignął Cezarego i zakrzyknął nań grubo, żeby z tej nory wychodził. Młody wyszedł pospiesznie. Zimno go owionęło. Tamten narzucił na jego ramiona kożuch pierwszy z brzegu, drzwi zasunął i kazał iść za sobą. Weszli do przedziału tak przeładowanego ludźmi, pełnego mężczyzn, kobiet i dzieci, iż powietrze było tam równie zepsute, jak w wagonie z kożuchami. Bezimienny przyjaciel poszeptał coś z ludźmi gwałtownie i namiętnie. Rozsunęli się nieco, ustąpili i Cezary znalazł wolne miejsce na ławce. Z zamarzniętego okna sączyła się struga wody. Wiatr przewiewał. Mnóstwo oczu patrzyło z ciekawością na młodego przybysza. On poczuł się w tym tłumie zbiedzonych, udręczonych od niespania i głodowych niewywczasów, wśród rozczochranych kobiet, brudnych dzieci i ponuro spoglądających mężczyzn stokroć
Strony: