Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

czekając tylko na lada sposobność, żeby z jakiejkolwiek racji parsknąć śmiechem. Zanim przeszła kolejka starki, pomidorek uderzył Barykę po kolanie i wykrzyknął:
- Aleście też spuścili lanie tym Żydom! - Cha-cha-cha! Cóż za lanie! Takie lanie nad laniami, że to z okularami na nosie po historiach szukać! Tu ten Piłsudski - szach-mach! Rozpruł jak nożem! Tu nasz bogobojny Haller goni a bije! Tu Sikorski łomoce jak w cymbał. Zdarzenie boże...
Wnet się sekretnie przeżegnał, przez chwilę trzymał złożone pulchne rączki i coś tam mruczał pod nosem po łacinie dobry momencik czasu.
- Lanie było w dobrym gatunku, ale też wymagało chodzenia, chodzenia... - westchnął Hipolit Wielosławski.
- E, odjesz się! I to zaraz, dzisiaj. Dawajcież tę zupę! Dawajcie tę cielęcą... A na rożnie też aby? Mój Boże kochany... Karusia - na rożnie aby?...
Panna Karolina uroczyście przysięgła podnosząc dwa palce.
- Ale tę sałatkę - to sama przyrządź...
- Już o sałatkę bądź spokojny...
- Mówisz? - troskał się ojciec duchowny.
W czasie tego całego galimatiasu matka Hipolita, siedząc w dużym fotelu, nie wydawała głosu. Wodziła oczyma za synem i łzy szczęśliwe, sekretne, niepowstrzymane, bez przerwy lały się z jej oczu.
- Mamusia sobie tam cicho-sza popłakuje - rzekł tkliwie Hipolit. - „Wy sobie tam gadajcie głośno, co chcecie, a ja sobie za wszystkie czasy popłaczę”. No nie? Każdy ma swój sposób na radość. A oto Czaruś Baryka, mój rodzony przyjaciel, nie ma ojca ani matki. Ojciec to mu nawet teraz niedawno umarł. I w jakich warunkach! A Czaruś żyje. I bił się, że aż trzeszczało. I chodzi. I śmieje się. I teraz sobie znowu starki kropnie!
- O, widzisz! Toś powiedział, Hip, słowo - cymes! Pijemy za zdrowie życia! I to w ręce mamusi! - wołał ksiądz Nastek.
- Ja nie mogę pić, mój prałacie miły. Wiesz. Serce. I tak jestem mocno pijana, gdy patrzę na tego piechura... - rzekła pani Wielosławska roztapiając się w uśmiechu szczęścia i nie spuszczając z Hipolita oczu rozradowanych.
- Et, Hipowi teraz będzie dobrze w Nawłoci! - westchnął księżulo. - Tak mi się coś wydaje. A wujciowi się nie wydaje? - spytał pana Skalnickiego.
- I mnie się to samo tak wydaje... - westchnął wujcio.
- Szanować go! - zdecydowała głośno starsza pani. - Na wojnę chodził, ziemi bronił, bił się mężnie, cały kraj przemierzył własnymi krokami!
- Troszkę i na furmance... - dorzucił z cicha Hipolit. - Ale niedużo. Jak mię poturbowały te czapy, a Baryka obronił. W każdym razie: baczność!
- A pańska matka gdzie skończyła życie? - grzecznie i dobrotliwie spytała Cezarego pani Wielosławska.
- W Baku, proszę pani.
- Aż w Baku!... To i pan stamtąd, z Baku?
- Troszeczkę to dalej, niż ty, mężny piechurze... - syknęła panna Karolina w stronę Hipolita.
- Karusia! Niech no Maciejunio postawi tu ten większy kieliszek... Po jakiemu to jest!... - martwił się dobrotliwie księżulo.
Gdy zajęto miejsca przy stole, a przybył jeszcze rządca, pan Turzycki, oraz dwie ciocie podstarzałe, jedna wdowa - Aniela, a druga stara panna - Wiktoria - gwar się stał nie byle jaki. Stary służący Maciejunio ledwie mógł nadążyć z odkorkowywaniem. Nawet mu źle szło z tymi korkami. Musiał mu sam panicz, „Jaśnie-Hipcio”, pomagać, co doprowadziło za dużą szafą kredensową do tajemniczego zrujnowania hierarchii - po prostu do uścisków serdecznych Jaśnie-Hipcia z prastarym Maciejuniem.

Strony: