Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

- Józio! - wywleką cię do ogrodu i głowę ci rozwalą siekierą. Wierz mi! Ja wiem! Grube i dzikie sołdaty ustawią cię pod murem... Nie drgnie im ręka, gdy cię wezmą na cel! Za jedną tę oto srebrną cukiernicę! Wierz mi, Hipolit! Błagam cię...
- Co on chce? - pytał ksiądz Anastazy. - Srebrnej cukiernicy chce? Bierz, bracie, Czaruś - bierz ją! Chowaj do kieszeni! Oby ci tylko wlazła!
Koło stołu już było luźniej. Pani Wielosławska pociągnęła syna Hipolita do swego pokoju. Dwie ciotki widząc, że humory są już niezwykłe, wysunęły się z jadalni. Został na placu wujcio Michał, który teraz dopiero dorwał się do opowieści o swym potwornym krachu, o łatwowiernie i lekkomyślnie zawartej spółce węglowej z dwoma Żydami, braćmi Kminkami... Cezary słuchał, wzruszał się perypetiami procesu, potakiwał, przerażał się, nawet groził Żydom Kminkom. Księżunio Anastazy pociągał ze swego kieliszka - a był to jeden z tych większych - otwierał i składał pulchne dłonie i nadrabiał miną, że się historią wujcia Michasia przejmuje. Po prawdzie rad by był parsknąć żywym śmiechem i uderzyć wujcia po kolanie albo i po palcach - a tu, jak na złość, sens opowieści był tragiczny - nawet tragiczny, jak mówił wujcio Michaś. Pomidorek czekał tedy cierpliwie końca, jak na sługę bożego i człowieka dobrego wychowania przystało, choć wiedział, że ta termedia nie ma wcale końca. Skończy się wzdychaniem, chlipaniem i ucieraniem wezbranego nosa. Cóż by dał za to, żeby ktokolwiek przerwał albo cokolwiek przerwało banialukę familijną o tych Kminkach z piekła rodem, którą słyszał już kilkaset razy! Karusia przyszła z odsieczą.
- Ależ to pan musi być zmęczony - zmęczony! - zapiała po kresowemu. - Panowie jechali aż z samej Warszawy?
- Z samej Warszawy jechaliśmy...
- Czy nie sądzisz czasem, Karusiu, że czas by już był na pana porucznika odpocząć przez chwileczkę do jutra rana? - pytał wikary Nastuś.
- Ja tak sądzę.
- A gdzież nasz pan Czaruś będzie spał? We dworze czy w „Ariance”?
- Wiadomo - w „Ariance”.
- Biorę pana pod swoją opiekę - zdecydował ksiądz. - Razem będziemy chrapali. E, to sobie zachrapiemy!
- Maciejunio poszedł z Hipolitem rzeczy rozpakowywać. Pietrek na folwarku... - martwiła się panna Karolina.
- Poradzę sobie, proszę pani!
- Nie tak to łatwo. Nie jestem pewna, czy tam posłane.
- Tego już nie wiem, dziecko. Nie wiem. Bij mię, katuj - na pościelach się nie rozumiem mruczał ksiądz pociągając nowe hausty.
- Nie ma co! Ja sama panów odprowadzę. Zobaczę.
- Złote słowa powiedziałaś. Ten gość musi się wyspać. Musimy dziś chrapać! To darmo. Chodźmy, poruczniku!

Cezary, który zgodził się nawet na to, że będzie w tym domu porucznikiem, znalazł swój zdezelowany kapelusz i wyszedł za przewodem księdza i panny Szarłatowiczówny. Zeszli po schodach ganku i skręcili w ogród ciemny, zarośnięty, szumiący w mroku ogromem jesiennych gałęzi. Posuwali się naprzód wąskimi uliczkami, które raz w raz w półokrąg się zataczały. Wkrótce jednak te półkoliste ścieżki zginęły w jednolitej murawie. Ksiądz sapał i wzdychał, a wreszcie ustał w drodze. Na niespokojne pytania panny Karoliny dawał odpowiedzi dziwnie niechętne i opryskliwe, a wreszcie nie dawał żadnych. Słychać było tylko jego sapanie coraz głośniejsze i złowrogie szamotanie się w mroku. Panna Szarłatowiczówna rzuciła się kapłanowi na ratunek i rzeczywiście wybawiła go z opresji. Podchmielony ksiądz Anastazy wlazł w ciemności na młodego świerka, który mu się cały wpakował pod sutannę i między nogi, a w sposób tak wyjątkowo uporczywy, iż żadną miarą nie można było ani
Strony: