Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

- Zdaje się, że pan ma tutaj wszystko, co potrzeba. Widzę pościel. Zresztą przyślę chłopca.
- Po co tam chłopca przysyłać! Dam sobie radę. Na wojnie nauczony jestem obchodzić się po spartańsku. Nie mam żadnych wymagań. Ale jakże pani powróci do tamtego domu?
- Jakoś powrócę.
- O, tak nie można! Ja panią odprowadzę.
- Tak! Pan mnie, bo się boję, a potem ja pana, bo pan nie trafi.
- Już trafię, skoro mi pani wskazała drogę.
- No więc dobrze. Troszkę mię pan odprowadzi, bo po prawdzie, to samej w parku nie jest miło.
- Właśnie, właśnie...
Cezary otworzył drzwi wejściowe. Deszcz już nie pokrapywał, lecz siał gęsty, ostry i natarczywy.
- Widzi pani, deszcz pada.
- A pada.
- Co tu począć?
- Przejdę prędko.
- Ba, prędko po tym ciemnym ogrodzie, pełnym małych świerków.
- Nie ma co martwić się. Tu przecie zostać nie mogę, a u rządcostwa już śpią wszyscy na górze. Chodźmy!
Ruszyli naprzód w ciemny park. Po kilku chwilach Baryka rzekł:
- Niech się pani okryje moim płaszczem. Mam płaszcz na ramionach.
- Nie. Dziękuję.
- Proszę się okryć.
- Dziękuję panu!
- Może to nie wypada, żeby pani okrywała się moim płaszczem?
- Bo i pewnie. Pierwszy raz pana widzę w życiu i już mam chodzić w pańskim płaszczu. Zresztą to nie po chrześcijańsku: pan by zmókł.
- A więc postąpmy po chrześcijańsku, z zachowaniem najdoskonalszych przepisów towarzyskich.
- No?
- Okryjmy się nim obydwoje.
- Z pana, widzę, zanadto dobry chrześcijanin, znawca przepisów towarzyskich i nieco za śmiały wojownik.
- Wojownik musi być śmiały. Oto widzi pani, jaki jestem śmiały.
Mówiąc te słowa Cezary zarzucił prawe ramię płaszcza na ramię panny Karoliny, a lewym okrył swe ramię. Ażeby zaś jak najbardziej ją okryć, przyciągnął ją mocno do siebie. Panna Szarłatowiczówna odsunęła się od niego, ale niezupełnie, niezdecydowanie. Obejmując ją delikatnie i o tyle tylko, żeby nie mokła na deszczu, czuł, jak drżała na całym ciele. Głos jej drżał również, gdy mówiła:
- Nie zawsze, proszę pana, śmiałość popłaca. Ja przynajmniej nie nadaję się do żołnierskich śmiałostek.
- Do tego stopnia i ja się nie ośmielam, żebym miał pani sprawić jaką przykrość. Jeżeli zrobiłem, to bezwiednie i za to przepraszam.
- Żadnej przykrości mi pan nie zrobił. Ale otóż i dwór! Dobranoc panu! A czy też pan naprawdę traf?
- Jak w dym!
- Życzę dobrego snu w ariańskim zborze...
Cezary skłonił się przed jakąś obwisłą gruszą czy jabłonią, która go w zamian oblała kroplistym otrzęsem - bo panna Karolina znikła już w mroku.

Strony: