Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

się nią bezskutecznie, gdy zanadto w jakim miejscu parzyło. Podśpiewując i balansując czesała swe długie, pozłociste włosy. Wykonywała już to prawą, już lewą nogą lekkie pas w stronę ognia, jakby sama była na scenie, a tańczyła bachiczny tan ku uciesze widzów siedzących nisko na parterze, w głębi gorejącego pieca. Cezary był zachwycony tym widokiem, choć nie siedział w parterze, lecz w dalekiej loży. Nigdy nie miał przed oczyma kształtów kobiecych tak harmonijnie pięknych i młodzieńczo jędrnych. Każdy ruch i przegub ciała panny Karusi był pełen niezwalczonego powabu. Lecz przecie brutalstwem było zbyt długie napawanie się widokiem rozmamłania młodej piękności. Toteż Baryka, po dość długim zresztą namyśle, chrząknął i rzekł wesoło:
- Obawiam się, że włosy pani mogą się zapalić od ognia i wtedy...
Nie miał czasu na dokończenie zdania zawierającego obawy tak słuszne, przewidujące, niemal ojcowskie - gdyż panna Szarłatowiczówna wydała nagły okrzyk - niczym tamta dziewoja uciekająca przed perliczką - i runęła we drzwi z takim impetem, że o mały włos nie wyrwała ich z zawias. Odkąd te drzwi były drzwiami, klamka klamką, a zawiasy zawiasami, nigdy jeszcze nikt nie potraktował ich w sposób tak wybuchowy. Stare, spaczone drzwi długo jeszcze chwiały się na przerażonych hakach i szczękały wystraszoną klamką. Ogień na kominie zdawał się strzelać i trzaskać, buzować i huczeć ze śmiechu z podwójną i potrójną swą mocą, jakby tam w głębi rzeczywiście tłum rozbawiony oklaskiwał przygodę panny Karusi.
Cezary nie wiedział, czy ma siedzieć na swym miejscu, czy głęboko zawstydziwszy się, wstać i wyjść. Został. Po pewnym czasie nadciągnął Maciejunio w rannej kurtce, a nawet w małej czapeczce, którą musiał widywać na łysinach mâitre d'hôtel'ów w czasie podróży po Europie z nieboszczykiem jaśnie panem - „Panie, świeć nad jego duszą”...
Maciejunio, dostrzegłszy rannego gościa na sofie, zafrasował się, zmartwił, o mało nie płakał. Jakże to! Jeszcze śniadania nie ma na stole, a gość, taki gość, paniczów4 największy przyjaciel, czeka! Zakrzątnął się, zabiegał jak fryga, aż podskakiwał w pośpiechu. Wnet napędził do tej sali bosych pokojówek, jakichś małych „podręcznych” Piotrków i Florków. Nakryto stół i piorunem wniesiono koszyki z chlebem żytnim, z bułkami własnego wypieku, z suchymi ciasteczkami i rogalikami. Maciejunio własnoręcznie naznosił słoików z miodem, konfiturami, konserwami, sokami. Tu podstawił „masełko”, tam rogaliki. Pod siwym przystrzyżonym wąsem uśmiechał się spoglądając na pewien słoik, który nieznacznie wskazywał, i coś „ośmielał się” szeptać z cicha na jego wielką, bardzo wielką pochwałę. Cezary przysiągł mu oczyma, iż odwiąże opakowanie słoika i skosztuje, a nawet sięgnie dokumentnie do wnętrza. Od wczorajszych doświadczeń polegał na zdaniu Maciejunia. Wniesiono uroczyście tacę z kamiennymi imbrykami. W jednym była kawa, kawa jednym słowem - nie jakiś sobaczy ersatz niemiecki - „kawusia”, rozlewająca aromat swój na dom cały. W kamiennych także garnuszkach podsuwano porcję śmietanki. Z kożuszkami zagorzałymi od ognia uśmiechały się do gościa te kamienne garnuszki, przypiekane przez ogień zewnętrzny.
Cezary, nie czekając na domowników, zabrał się do „kawusi”, kożuszków, „śmietaneczki”, chleba, który płatał po żołniersku, do rogalików, które chrustał od jednego zamachu - do ciastek, miodu, konfitur. Maciejunio przewijał się kiedy niekiedy obok stołu i pochwalał oczyma, uśmiechem albo ruchem niepostrzeżonym zabiegi i czynności gościa. Na pytanie, czy nikt z domowników jeszcze nie wstał, stary sługa dał odpowiedź, iż śpią jeszcze wszyscy. Panna Szarłatowiczówna wstała już wprawdzie, ale teraz powróciła znowu do łóżka, a do stołu dziś w ogóle nie zasiądzie, gdyż jest niezdrowa.
- Doprawdy? Zasłabła? - troskał się młody Baryka.

- Jakoś... Ból głowy. Febra. Bo to teraz te ciągłe zmiany pogody. To pogoda, to masz! znowu niepogoda. Nigdy tego dawniej nie mieliśmy w naszych tutaj stronach. Była pogoda, no to pogoda. A teraz... Widać panienka z tej ciągłej niepogody wpadła w zapalączkę. Niektórzy
Strony: