Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

mówią, że to wojna wpływa tak na tę niepogodę. Ciągłe strzały z armat.. Ale my tutejsi nie możemy tego wiedzieć.
- Może być, że to i wojna... - westchnął Cezary zmiatając najprzedniejszą marmoladę z brzoskwini.
Nie wszyscy jednak byli we śnie pogrążeni, bo oto dało się słyszeć wesołe podśpiewywanie i w lwich podskokach Hipolit Wielosławski wbiegł na ganek. Za chwilę był w jadalni. Maciejunio i jego podwładni zawirowali w sieniach i niewidzialnym kuchennym ośrodku. Wjechały zaraz nowe tace, nowe bochenki na miejsce nadwyrężonych przez Barykę, nowe koszyki z rogalikami, nowe maselniczki i słoiki pełne konfitur.
Hipolit jadł co się zowie. Do smakołyków podanych żądał dodatków w postaci „serwelatek” ', szyneczek, serków takich i owakich. Nasycił się wreszcie, rzucił serwetkę i wstał od stołu.
- A gdzież to panna Karolina? Jeszcze śpi? - pytał Maciejunia.
- Właśnie... jaśnie panienka jakoś nam dzisiaj niezdrowa.
- Leży?
- Uchowaj Boże! Nie obłożnie, ale nam jakoś niezdrowa.
- Rozumiem. A niechże wam będzie niezdrowa! No, Cezary - do koni! Idziesz ze mną?
- Jeszcze by też!
Wyszli hucznie, buńczucznie. Dziedziniec był brukowany, niczym plac miejski. Stajnie mieściły się na drugim jego końcu. Drzwi tam były otwarte i na progu stajni czekał wyprostowany i wypucowany Jędrek w spodniach w czarno-białe kratki i czerwonym lejbiku. Hipolit wpadł skokiem do stajni i witał się z końmi. Wielkim głosem wołał po imieniu na wierzchowce, których miał osiem, witał się z cugowymi i „brakami”. Chodził od gródzy do gródzy to pokrzykując, to pieszcząc się z końmi, jakby z najlepszymi przyjaciółmi. Miał łzy w oczach i uśmiech szczęścia na twarzy.
Krok w krok chodził za nim Jędrek, stajenny. W każdym ruchu, w tonie głosu, uśmiechu i zasmuceniu naśladował swego pana - nie mówiąc już ani słowa o poglądach, mniemaniach i zasadach zarówno stajennych, jak ogólnoświatowych. Cezary wywnioskował z obserwacji, że ów Jędrek mieści się bez reszty w Hipolicie Wielosławskim. Jest w nim i krąży całą swą istotą wewnątrz tamtego niczym jakowaś planeta ciemna dokoła świetlistego słońca. Na wyprawie wojennej, w obcowaniu z osobami wysoko postawionymi Jędrek nauczył się używania wyrazów ozdobnych, paradnych, niejako krasomówczych i wysoko stylowych. Mówił, wciąż wtykając tu i tam, a nie zawsze we właściwe miejsce - „ewentualnie”, „naturalnie”, „faktycznie”, „względnie” - a zwłaszcza „absolutnie”. Tego „absolutnie” wprost nadużywał. Nadużywał również przysłówka „jednakowoż”, który zjawiał się w jego ustach ni w pięć ni w dziewięć w zwykłych zdaniach oznajmiających. Jędrek mówił na przykład:
- Muszę to pokazać: Kasztan przychudł, a jednakowoż „Angielka” także przychudła.
- Sam to doskonale widzę, ale coś ty - przepraszam - robił od rana?
- Wyrzucałem spod cugowych nawóz, ewentualnie gnój.
- Dlaczego Kasztan przychudł? Koń tyje od zgrzebła. Wiesz ty o tym czy nie?
- Absolutnie!
- Ale kto temu winien, że Kasztan przychudł? Gadaj!
- Ścierwo Namulak jeździł na Kasztanie po pocztę.
- Na moim koniu po pocztę! Po pocztę! Na Kasztanie! Pasy będę
- To samo powiedziałem panu rządcemu. Na naszym koniu, na Kasztanie, po pocztę! Pasy drzeć! Namulakowi za ruszanie naszych koni zaraz dałem w kufę, względnie w mordę, raz i drugi.
- Właśnie, właśnie, fllozofie!
- Właśnie! Mówię: dryniu, naszych koni łapą swoją czarną - ni-ni! Wara od naszych koni! Absolutnie!

Strony: