Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

- Dziękuję w każdym razie za współczucie w swoim imieniu i w imieniu mego przyjaciela, Cezarego Baryki.
- A! - skinęła głową pani w stronę Baryki. - Zdaje mi się jednak, że moje współczucie raczej ubodło sąsiada... - ciągnęła złośliwie, zwracając się znowu w stronę Hipolita.
W ogóle „przyjaciela Baryki” zdawała się nie dostrzegać, jakby był czymś daleko mniej interesującym w tym zaprzęgu niż koń Kasztan.
- Ależ go pan zmydlił! - wtrącił mocnym, basowym głosem towarzysz pani Kościenieckiej. - Cały koń w pianach. Myślę, że go pan napalił. Ależ dycha! Kiedyż pan powrócił?
- Wczoraj.
- Tiens! - syknęła pani. - I już dziś rano tak forsowna eskapada!
- Na wojnie przyuczono nas rano wstawać.
- A pan także z wojny? - zapytała młoda dama zwracając się do Cezarego.
- Tak. Oczywiście. Tak jest, z wojny.
- Pan pozwoli, że się przedstawię... - rzekł do Cezarego swym najniższym basem towarzysz pani Kościenieckiej. - Jestem Barwicki.
- Baryka.
- Z uszanowaniem patrzę na prawdziwych żołnierzy... - mówił z oczyma przymrużonymi chytrawo. - Sam tutaj jedynie na miejscu działając w zakresie organizacji i świadczeń, prawdziwie cześć mam dla żołnierzy.
- Wiadomo przecie, że pan nie mógł iść ze względu na swą astmę... - wtrąciła pani Kościeniecka.
- Pan Władysław chory na astmę? Tak? Nic nie wiedziałem... - dziwił się Wielosławski. - To widocznie podczas wojny musiał się pan tej astmy nabawić... - Gdzież tam! Już dawniej pan Władysław miał ataki duszności, a teraz się to uwidoczniło, gdy go lekarze podczas superrewizji zbadali.
- Życzę panu z serca powrotu do normalnego zdrowia! - mówił Wielosławski z najszczerszymi drwinami do potężnego jeźdźca, który mógłby pospołu ze swą astmą mury forteczne łamać.
- Dziękuję, dziękuję... - bełkotał tamten ściskając co prędzej wyciągniętą prawicę.
- A czy panowie zdają sobie z tego sprawę, że jesteście na moim polu? - rzekła nagle pani Kościeniecka. - Zajechaliście moje dziedziny. „Gdy jeleń wszedł w moją puszczę, jeleń mój”. Proszę do mnie na śniadanie.
- Pani Lauro! W takiej postaci? Proszę spojrzeć na mnie okiem uwagi i litości. Czy w takim stanie zabryzgania mogę jechać do Leńca?
- Może pan jechać! Jeszcze się tam w Leńcu może znajdzie jaki kawałeczek mydła, to się pan cudnie odmyje, a chłopiec panu ubranie oczyści.
- Ależ my jesteśmy wprost ze stajni!
- Powiedziałam, że proszę na śniadanie.
- Pani!
Piękna amazonka zawróciła swego szpaka na miejscu i zjechała z szosy na boczną drogę, biegnącą w poprzek niw zabronowanych i osnutych cienką siecią ozimin.
Za nią ruszył jej narzeczony. Obadwaj wojskowi wsiedli znowu na linijkę i pojechali za tamtą parą. Cezary zwrócił się teraz twarzą do konia i mógł widzieć amazonkę. Świetnie, a nade wszystko zgrabnie siedziała na koniu.

Była wysmukła, niezwykle kształtna, muskularna i widać mocna - ani zbyt chuda, ani zanadto tłusta. Oczy miała iście lazurowe. Nie było w niej ani cienia kokieterii, przesady, nieszczerości, snobizmu. Była naturalna i solidna w każdym ruchu, słowie, uśmiechu. Nawracała kilkakroć do linijki, żeby o coś zapytać albo coś wesołego powiedzieć. Wtedy jej koń wpadał na wywalcowaną rolę, którą jeszcze niedawno ostry, ranny deszcz uklepał - i kopyta jego po pęciny zaklękały się w świeże ciasto uprawy. Wtedy uda, piersi, ramiona
Strony: