Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

skórzanych zaczepionych o głowice literkowych haków. Wszyscy siedli, woźnica cmoknął kilkakroć na czarne „krety”, a one tymczasem nie zamierzały wcale ruszyć z miejsca. Wspinały się, biły na miejscu kopytami albo zginając łby ku ziemi wydawały krótkie, urywane rżenie, które nic dobrego nie wróży. Rozległ się cichy rozkaz Hipolita, który z konia przyglądał się swemu umiłowanemu zaprzęgowi:
- Trąć naręcznego!
Jędrek podniósł bat dziewiczo czysty, nowy i nie używany jeszcze w tej powojennej epoce i z lekka uderzył jego końcowym węzełkiem lśniący zad naręcznego wałacha. Obadwa konie, zdjęte panicznym przerażeniem wobec zlekceważenia ich cnoty, skoczyły raptem z miejsca z taką gwałtownością, że bryczka runęła naprzód jak wyrzucona z procy. Cezary, siedzący naprzeciwko księdza Anastazego, gibnął się gwałtownie i byłby uderzył kapłana głową w piersi, gdyby nie to, że trafił już w próżnię. Oprzytomniawszy Baryka zobaczył nad głównym siedzeniem zamiast osób cztery nogi zadarte do góry - z tego dwie nogi czarne w lśniących cholewkach i czarnych niezapominajkach, a dwie białe w cienkich, cielistych pończochach zachodzących aż - hen! Powyżej kolan. Pończochy owe z boku każdej nogi podtrzymywały gumowe paski, sięgające w niedocieczoną otchłań. Cezary zrozumiał, że pannę Szarłatowiczównę spotyka tego dnia drugie nieprzyzwoicie śmieszne nieszczęście. Zgodnym odruchem zleciała po prostu wraz z księdzem z balansującego siedzenia w pusty tył bryczki. Machali obydwoje czterema czarno-białymi kończynami, nie mogąc się z cieśni wydobyć. Zgodny wybuch śmiechu osób pozostających na ganku ścigał ich w istnym locie, który teraz przedsięwzięły czarne „krety”. Cezary z zapałem rzucił się na pomoc pannie Karolinie i wydźwignął ją na ruchome siedzenie. Potem wywindował duchownego. Panna była zrozpaczona. Miała łzy w oczach. Poprawiała wciąż krótką suknię obciągając ją jak najniżej, niemal do pięt, i owijając nią kolana.
- Może pani pożyczyć agrafki do zapięcia sukni pod kolanami? - zapytał Cezary ze współczuciem i gotowością do usług.
- Dziękuję! - odpaliła z taką furią, jakby miała zamiar podziękować pięścią.
- Siedzenia są ruchome i wskutek tego niepewne. To się może powtórzyć.
- Nie powtórzy się!
- Któż to może wiedzieć, czy się nie powtórzy. Strzeżonego Pan Bóg strzeże.
- Dobrześ to powiedział, panie Czaruś! - westchnął ksiądz. - Ależ mnie wyrznęło w plecy! A ciebie, Karusia, wyrznęło?
- Mnie nie wyrznęło!
- Daliśmy, moje dziecko, nie lada przedstawienie z naszych dessous...
- Och! Jeszcze o tym będą gadać! To jest przecie prostactwo!
- Mnie tam to wcale nie wzrusza, co tłum zobaczy u mnie pod sukienką. Inna rzecz z tobą! - wzdychał wikary z politowaniem.
- Proszę już raz z tym skończyć, bo wysiądę! - syknęła.
- Wysiąść w tej chwili byłoby dosyć trudno. Znowu byś się potknęła. Nic tu przecie złego nie powiedzieliśmy, moje dziecko. Gorzej by było, gdybyśmy milczeli.
- I czego pani tak dalece boleje nad gimnastyczną ewolucją tak dalece naturalną!... Nie rozumiem... - wtrącił Cezary.
- Boleję i koniec! Pan tu przyjechał i jest pan moim porte-malheur!
- O, to źle! Jeżeli tak jest naprawdę, to nie ma co! Trzeba brać nogi za pas!
- Widzisz, widzisz, Karolino, co ty wygadujesz!
- Nic strasznego nie powiedziałam.
- Zakazuję ci mówić rzeczy płynące z guseł ukraińskich, a panu, Czaruś, zakazuję mówić o wyjeździe.
- A któż tu nastaje na wyjazd pana Baryki? - pytała panna wytrzeszczając swe śliczne niebieskie oczy.

Strony: