Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

- Panu się podoba tutaj, w Polsce?
- Dosyć, choć tutaj nie ma nigdzie nic „godnego widzenia”.
- Nie ma, rzeczywiście nie ma. Tu, wie pan, nie ma rozmachu, przestworu.
- Źle tu pani?
- Nie powinno mi być źle. Jest mi raczej dobrze. Ale byłam jedynaczką w bogatym domu, przeznaczoną i wychowaną do zbytków, a teraz muszę obsługiwać cudzy zbytek.
- Przecież nie cudzy.
- Tak - nie cudzy.
- Pani ma bliższą rodzinę?
- Tych oto tutaj, krewnych mego ojca.
- Ale najbliższa rodzina?
- Najbliższa zginęła od bolszewików.
- Jak to? Wszyscy?
- Matka umarła w Warszawie z wyczerpania sił, w ciężkiej biedzie. Ojciec szczęśliwszy, bo zaraz po wyjściu z więzienia w Kijowie.
- A pod względem materialnym? Przepraszam panią, że o to się pytam.
- Nic! Chot' szarom pokati! Mama, wyrzucona z naszego domu, siedziała za takim właśnie stawem, który oddzielał nasz majątek od wsi chłopskiej - przez cały rok. Siedziała nieszczęsna w chłopskiej chacie.
Wyszła sama jedna, w jednej sukni. Obok niej tylko przecudny nasz pudel - Gaga. Ja byłam w Warszawie, ja bujałam sobie po świecie... Gaga nie mógł wytrzymać życia w tej chałupie, nie zniósł nędzy, gdy go kopali nogami i w zimie wypędzali na zawieję. - Zdechł. Dał nam wzór, że powinniśmy tak samo umierać, gdy nas znieważają podłe tyrany. Mama przedostała się do Warszawy. Umarła. Jestem sama.
- Teraz ja znowu jestem pani porte-malheur, ostatni powiew bolszewizmu.
- To straszne! - zaśmiała się rozczerwieniona aż po same czoło.
- Dość już o tym! Pani jest nienaturalna, pełna pruderii.
- Jeszczem się, widać, nie oswoiła ze wszystkimi prawdziwościami na świecie, choć był już czas i nie brakło okoliczności po temu.
- Czy wie pani, że i ja jestem poniekąd „ofiarą” bolszewików?
- Pan? Tak? Nie przypuszczałam. To ciekawe!
Cezary pod wpływem niespodziewanego impulsu szczerości zaczął opowiadać o swej matce i ojcu, o ucieczce z Baku i wędrówce przez Rosję, o śmierci ojca i przybyciu do granic Polski. Było dla niego samego cudaczne i niedorzeczne owo wywnętrzanie się przed nieznajomą osobą, a jednak opowiadał wszystko z bezwzględną szczerością. Mówił o szczegółach, które w tej chwili dopiero przypomniał sobie i zobaczył z nadzwyczajną oczywistością. Nigdy przed nikim dotąd swych spraw osobistych i uczuć rodzinnych nie wydobywał na wierzch. To, co mówił z Gajowcem o matce, matki się tylko tyczyło i miało pewną swoistą uczuciową podnietę. Nie zwierzał się nigdy szczerzej nawet Hipolitowi Wielosławskiemu. Teraz sprawiała mu istotną przyjemność, jakąś duchową ulgę całkowita opowieść o swoim minionym życiu. Panna Szarłatowiczówna słuchała go w taki sposób, że to właśnie podniecało go do wywnętrzeń. Słuchała go uważnie i pilnie, surowo i chmurnie. Czasami wyrazy twarde, przeważnie rosyjskie, chrzęściły w jej zębach, gdy opowiadał o biedach i śmierci ojca. Siedli na drugim końcu grobli, gdzie ta grobla w wysokie pola wrastała. Mieli pod sobą odbicia swych postaci. Na przeciwległym brzegu wznosił się biały dworek osłoniony wieńcem gałęzi lip prastarych i odzwierciedlenie swe najdoskonalsze znajdował w czystej wodnej powierzchni.
- I cóż? Żal pani pudla Gaga czy Gagi? - zapytał młodzieniec po długim milczeniu, gdy już skończył opowiadanie o sobie.
- Czy mi żal? Nie wiem.

Strony: