Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

- Patrzcie! Chłodek. Miły Chłodku! Jakżebym chciał dostać tu posadę!
- Posadę? - To już nie wiem jaką...
- A przecież jest tu młyn. Więc musi być i młynarz. Posadę młynarczyka.
- Och, jest i Tołstoj w miniaturze!...' „Posadę młynarczyka”... - szydziła.
Teraz Cezary zaczerwienił się po same uszy. Usiłował poprawić swą sytuację, zapewniając
- Jaki tam Tołstoj! No, więc nie młynarczyka. Dobrze! To pisarczyka prowentowego przy rządcy.
- Nie ma tu rządcy, tylko ekonom Gruboszewski, który wszystko, co trzeba, pisze sam, jak kura pazurem, i według statutów bardzo dawnych.
- Przy Gruboszewskim ekonomie... Niech będzie przy ekonomie.
Widzi pani, jaki jestem zgodny: do rany mię przyłożyć.
- A czemuż to tak koniecznie tutaj?
- Jeżeli mama pani mogła przez rok mieszkać w chłopskiej chałupie, to czemuż bym ja, zdrowe i silne chłopię, nie mógł pomieszkać, ot, na tamtej górce, w tym dworeczku? O Boże!
- Cóż by pan tutaj robił? Agitował?
- Żadnych agitacji! Gdy przyjdzie pora, to oni sami się zaagitują najlepiej. Cóż to za cierpliwy lud! Lecz przyjdzie chwila, że rozum w ten lud wejdzie. Rozum się pchać będzie drzwiami i oknami do tych chat i legowisk. Nie moja to sprawa agitacja. Ojciec mi agitacji zakazał pewnymi legendami.
- Więc co?
- Ludzi bym tu chciał poznać. Własnymi oczyma zobaczyć wszystko. Tych prostych. Chłopów, Żydów, robotników, rzemieślników, rybaków, pracowitych i urwipołciów, dobrych i złych, mądrych i głuptasów. Chciałoby mi się gadać o ich życiu. Nażyć się z nimi!
- Dziwny gust!
- Może i dziwny, ale - co robić! Taka natura. Byłbym dobrym pisarczykiem, daję pani słowo. Cały dzień bym robił, co każą. A wieczorkiem, po zachodzie słońca, gdy już wszelkie roboty będą skończone, chciałbym sobie tutaj siadywać albo tam pod lipami, patrzeć na tę wodę szeroką - szeroką, gdy ją księżyc oświeci albo gwiazdy ukażą - na tę „sekułę” - i tak sobie tutaj w samotności - matkę wspominać... Matkę wspominać... - zaśpiewał z cicha samemu sobie, jakby słuchaczki obok niego wcale nie było.
Z głową podpartą na rękach patrzył na wodę. Panna Karolina przyglądała mu się spod oka z baczną uwagą.
Właśnie ksiądz Anastazy i Hipolit Wielosławski ukazali się na grobli i zdążali ku tamtym dwojgu, zatopionym w milczeniu.
Do objęcia przez Cezarego Barykę posady pisarza prowentowego w ekonomii' noszącej w państwie nawłockim zawołanie: Chłodek - nie doszło. Nawet nie z racji jakiejś modnej „redukcji”, lecz z winy samego petenta. Cofnął swą kandydaturę. Kiedy po raz pierwszy zgłosił się z tym projektem do Hipolita Wielosławskiego, tamten na pewien czas zaniemówił, a nawet niepowabnie osłupiał. Po pewnym dopiero czasie począł zadawać pytania:
- Pisarza? Prowentowego? Pisarza? Na Chłodku! Ty! Student uniwersytetu? Medyk? Po co? Na co? Cui bono?
Cezary tłumaczył, iż przyjechał do domu przyjaciela na parę dni, a tak mu się tutaj podoba, że rad by pobyć przez czas pewien. Nie może przecie być rezydentem, „panną respektową”, trzymać się pańskiej klamki baraszkując i próżnując. Nęci go - mówił - życie ludzkie, życie proste. Chciałby je poznać w sposób bezpośredni, istotny, nie z drugiej ręki, nie ze stopnia karety ani ze strzemienia magnackich rumaków. Chciałby mówić z tutejszymi ludźmi z ust do ust. Ale nie tylko mówić. Chciałby pracować ramię w ramię, skoro tu jest, gdyż nie można mówić ze spracowanym, nie pracując z nim ramię w ramię.

Strony: