Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

zdarzyło mu się trzymać ją znacznie dłużej, niż nakazywały okoliczności i prawo zwycięstwa - tudzież zdarzyło mu się dotknąć w przelocie ustami jej policzka, różowego i świeżego jak jabłko najkraśniejsze i najwonniejsze. Po tym ostatnim wypadku nastały kwasy, dąsy, parogodzinne: „stanowczo nie rozmawiam z panem” - lecz nadeszło również i ułaskawienie z zastrzeżeniem najmocniejszego usiłowania poprawy.
Wszystkie te zatrudnienia i, jeżeli je tak nazywać można, zajęcia czasu, które Cezarego zaskoczyły w Nawłoci, były niczym w porównaniu z pracą, jaką mu narzuciła pani Kościeniecka. Jak już wiadomo, wdowa-narzeczona z Leńca organizowała wielki piknik dla zebrania funduszu na rzecz kupna protez dla „kadłubków” bez rąk i nóg, ofiar wojny. Piknik miał się odbyć w salonach najobszerniejszego w okolicy pałacu, w Odolanach, należących do starszego pana Storzana, który sam powalony przez paraliż, chciał choć w ten sposób przysłużyć się „braciom kadłubkom”. Oddawał do dyspozycji swe apartamenty, ze storami wiecznie zapuszczonymi i molami latającymi wewnątrz samowładnie. Ponieważ bezwładny pan Storzan, stary kawaler, żyjący na łasce pielęgniarek i służby, niczym, rzecz prosta, zająć się nie mógł, więc pani Kościeniecka gospodarowała w odolańskich salonach jak szara gąska, przygotowując wszystko do niebywałej zabawy. Poruszyła całą okolicę, zmobilizowała wszystko, co żyło, miało nogi i fraki, władała młodzieżą jak dyktator, łaskawy dla posłusznych a nieubłagany dla opieszałych. Ponieważ miał to być piknik, zabawa składkowa, ponieważ miało być na niej mnóstwo osób, należało przygotować zapasy wszelkiego rodzaju. Toteż pani Kościeniecka objeżdżała pałace, dwory i dworki, wyciągając co najgodniejsze wędliny i ogołacając piwnice.
Pieczono, smażono, gotowano w całym powiecie pod komendą ślicznej wdowy z Leńca.
Oczywista, że gospodyni generalna musiała mieć pomocników.
Głównym podręcznym był narzeczony, pan Barwicki. Lecz były również pomagiery drugorzędne, między innymi Hipolit Wielosławski i Cezary Baryka. Ostatni wpadł w pazurki wdowy-narzeczonej i musiał tańczyć, jak mu zagrała. Lecz ten kandydat na tancerza miał pewien defekt organiczny, nie do przebaczenia w tych okolicznościach: nie posiadał fraka. Wielosławski wiedział o tym braku, toteż pewnego pięknego popołudnia, po silnym przygotowaniu artyleryjskim uścisków i bębniącym ogniu najcelniejszych i najcięższych argumentów, Hipolit Wielosławski wykonał atak generalny: prosił przyjaciela niemal na klęczkach o przyjęcie od niego nowego fraka z przyległościami, jako symbolu, pamiątki i znaku braterstwa. Powołał się na wspólne łoże w rowach, wspólne wszy jako też i pluskwy, na wspólny chleb ze wspólną słoniną - powołał się na las Rogacz pod Patkowem Pruskim - nawet płakał rzewnymi łzami ten wysoki chłop i możny szlachcic. Cezary bolał dość długo nad swym ostatecznym upadkiem moralnym, aż wreszcie machnął na siebie ręką - przystał. Pojechali obadwaj w skok do Częstochowy, obstalowali frak u tamtejszego mistrza Poola
który ubierał Hipolita - i gotowy frak z kamizelką najostatniejszej mody tudzież najmodniejszymi etcaeterami nadesłany został do Nawłoci przez „umyślnego” w słoneczny jesienny poranek.
Cezarego nie było podówczas w domu, gdyż gdzieś tam bujał. Gdy zaś przyszedł do swego pokoju przed obiadem, ujrzał na stole frak i inne części balowego kostiumu, a nadto koszulę już swoją, ale wyprasowaną w taki sposób, że to było istne arcydzieło. Nadto - kołnierze, mankiety tudzież biały krawat, którego jeszcze nie obstalowywał w mieście. Krawatka była cudna, najmodniejszego rodzaju, a nie sklepowego pochodzenia. Kiedy zaś Baryka wszczął indagację u służby, kto - u kaduka! - bobruje po jego pokoju i zostawia w nim rozmaite części ubrania, okazało się, że to panna Karolina wszystko przyniosła, ułożyła na stole i że ona właśnie zajmuje się na ogół nadzorem nad pralnią dworską. Cezary łamał znowu ręce nad swym ostatecznym upadkiem, nad swym dziadostwem tudzież noszeniem cudzych fraków i krawatów, lecz mimo wszystko był wzruszony pamięcią o nim i postanowił przy pierwszej okazji podziękować panience.

Strony: