Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

podkręcam i przygaszam światło lampy, gdy on odjeżdża i zdąża przez pola do szosy. Takie są nasze sygnały miłosne. A teraz - co pan ze mnie zrobił?
- Teraz - niech go wszyscy diabli prowadzą!
- Muszę podkręcać i przygaszać światło, bo gotów tu jeszcze wrócić.
- No, to ja będę pokręcał ten knot. Już ja mu to fajnie odstawię!
- To straszne, panie! To perfidia! A dlaczegóż nie ja?
- Pani przeszkadzają suknie... Suknie!
W rzeczy samej Cezary, stanąwszy przy szerokim, sklepionym u góry, wielkoszybym oknie, zobaczył w głębi nocy dwa kręgi światła latarni, posuwające się w poprzek ciemnej, nieprzebitej otchłani. Przykręcał z precyzją światło lampy na oknie, a po pewnym czasie wydobył znowu tak wielkie, że aż kopeć wybuchnął ze szklanego cylindra. Po chwili zaczął wyciągnięty knot wkręcać do środka rezerwuaru, wskutek czego światło omdlewająco zmniejszało się, niczym spazmatyczna miłosna ekstaza. Doprowadziwszy płomień lampy niemal do zupełnego zaniku Cezary jął podnosić go znowu do zenitu. Czynił to dotąd, dopóki dwa świetlne koła malejące w nocy nie znikły zupełnie. Wtedy dwa obnażone ramiona ujęły jego kędzierzawą głowę i odwróciły ją od okna. Śmiech radości zabrzmiał. Cezary stoczył się z podwyższenia przy oknie w objęcia czystego szczęścia.
Wielki dzień składkowej zabawy nadszedł wreszcie. Cała okolica dworska popadła w stan istnych drgawek. Fryzjerzy z Częstochowy, a nawet z miasteczek okolicznych ondulowali, fryzowali i czesali panie - jeżdżąc cugami pospiesznymi od dworu do dworu. Jeszcze przyprasowywano, zmieniano, wykańczano na ostatnią chwilę.
W Nawłoci, jak się okazało, Maciejunio był nie tylko mistrzem ceremonii, ale i fryzjerem nie lada! Wprawdzie jego pod tym względem pojęcia i zasady pachniały cokolwieczek epoką młodości Bismarcka niemniej jednak kręcił żelazkiem, próbując jego siły na wargach, nader zgrabnie. Najpierw został przypieczony, oczywista, „Jaśnie-Hipcio”, później „gość”, wreszcie wbrew obłudnym protestom ksiądz Nastek - ażeby nikogo nie gorszyć - czut'-czut', jak deklarował Maciejunio. Dwaj pierwsi byli w nowych frakach, leżących jak ulał na ich walnych i szykownych żołnierskich figurach. Ksiądz Nastek miał na sobie jakąś lśniącą spódniczkę, na to wdziany pewien rodzaj żupanka z sajety drogocennej, połyskliwej i delikatnej, o jedwabnych guziczkach - rozpiętego z przodu i związanego pod szyją jedwabnym sznurkiem z takimiż kutasikami. Na nogi ksiądz Nastek wdział połyskliwe lakiery ze stalowymi sprzączkami - a na łydki - do licha! - zupełnie damskie pończochy, sięgające aż do diabelnie wysoko wzniesionych tajemnic jego doczesnej powłoki.
Gdy Cezary Baryka przed wyjazdem obejrzał się ze wszystkich stron w dużym lustrze, musiał przyznać, że wygląda cwanie . Przypatrywał się sobie samemu jakby figurze nieznajomej. Był najzupełniej niepodobny do draba kudłatego i obdartego, który boso konwojował trupy na wzgórza pod miastem Baku, ani do podróżnika pod kożuchami na drodze z Charkowa do polskich granic. Nie tylko podobał się samemu sobie, ale nawet budził we własnym wnętrzu jakieś impulsy gwałtowne dla odbicia w lustrze niezrównanego eleganta i barczystego młokosa z podfryzowaną czupryną.
Gdy wszyscy trzej, „trzej uwodziciele”, zeszli się w pokoju Cezarego na chwilę przed wyjazdem, Hipolit na widok księdza Anastazego wybuchnął spazmatycznym śmiechem.
- Czego się śmiejesz, Hipek? - pytał kapłan, nie bez pewnego w głosie popłochu.
- Jakże się tu nie śmiać! Coś ty na siebie, klecho, nawdziewał?
- Jak to, co? Suknia.
- Suknia? Nie suknia, tylko sukienka, a właściwie spódniczka a pod nią „halka”. Powinieneś był z przodu przyszyć sobie jaką falbankę dla ozdoby. Jeżeli można takie chwaściki pod brodą, to można i falbankę u dołu.
- Nie bądź no zbytnio złośliwy!

Strony: