Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

- Baryka! - huczał Hipolit, już dobrze podpity. - Cudnie tańczy kozaka Baryka. Czaruś, bracie, stawaj! Najcudniejsza Kozaczka z Dzikich Pól', patrz, wygnana z ojczyzny swej, prosi cię, żebyś jej przypomniał, jak to tam było...
- Panie Baryka - rzekła Karolina - proszę mi przypomnieć, jak to tam było...
Cezary wystąpił z tłumu i stanął w pustym kole. Karolina przybrała pozę i wykwitła naprzeciwko niego. Hipolit Wielosławski rzucił się do fortepianu i począł z rytmicznym naciskiem odwalać wściekłe takty kozaka. Baryka rozpoczął taniec. Ująwszy się pod boki, w skokach zbliżał się do Karoliny raz prosto, raz bokiem albo zataczając półkola. A stanąwszy tuż przed nią, wykonywał bardzo zgrabne przytupywania. Skoro, powtarzając swe ruchy i skoki poprzednie, cofnął się na miejsce, Karolina ujęła się również pod boki i odrzuciwszy w tył głowę poczęła naśladować jego ruchy. Suche jej stopy w lakierowanych pantofelkach, w jedwabnych pończochach migały jak mgnienie samego światła, gdy ze swego miejsca przebiegała pustą przestrzeń zdążając ku tancerzowi. Wnet oboje zawtórowali sobie, coraz to żywsze, gwałtowniejsze, szaleńsze wykonywując ruchy nóg i przysiadania a poderwania się z ziemi.
W tańcu Karoliny był istny arcywzór zgrabności i powabu. Był to jak gdyby obraz nagłej napaści i zdradzieckiego wypadu, którego ofiara ucieka równie zdradziecko i nagle. Usta jej były boleśnie uśmiechnięte, oczy świecące jak gwiazdy, białe zęby lśniły wśród warg dziewiczych, a całe ciało miotało się i szarpało w niezwalczonej pasji, wepchnięte w sidła melodii dzikiej i nieokiełznanej. W ujęciu się pod boki, przysiadaniu i niepochwytnych dla oka rzutach nóg była niezmiernie kusząca i powabna melodia jej młodego ciała. Sama tancerka doświadczała niesamowitej rozkoszy w tym narzucaniu się przed oczy tancerza ze swymi ślicznymi piersiami, sprężystym, wklęsłym brzuchem i wysmukłymi nogami. Hardo, wyniośle i wyzywająco miotała przed jego oczy swe małe stopy, wynurzała i chowała swe piersi. Głowa jej była dumnie zadarta i w tył odrzucona. Oczy ciskały tysiąc pokus i tysiąc przekleństw w oczy złoczyńcy i zdrajcy.
Oparta o pudło fortepianu przypatrywała się tym dwojgu Wanda Okszyńska. Przymrużone jej oczy mierzyły każdy skok Cezarego i Karoliny i liczyły każdy uśmiech obojga.
Z drugiej strony pustego tanecznego koła wdzięcznie rozparta w złocistym fotelu, widoczna w całej swej krasie, powabie i ponęcie siedziała Laura Kościeniecka. I ona mierzyła każdy krok, skok, ruch, każde przegięcie się, zniżanie się i wzlot do góry „jej” Czarusia Czarusieńka, Czarowniczka... Jeszcze miała w uszach huk wiatru wśród nagich konarów grabowej alei. Jeszcze z ramion jej nie wytchnęło przenikliwe zimno jesienne i zdrętwienie pleców od zetknięcia się z lodowatymi szorstkimi deskami ławki omszałej w czeluści czarnej altany. Jeszcze miała na ustach woń jego ust, na piersiach jego ciężar upragniony, radosny i błogi, a wewnątrz siebie, w cieśniach tajemnych ciała - płomienny, gorący, darzący cichą i tkliwą uciechą owoc potężnej jego rozkoszy. Teraz wprawiał ją w zachwyt swym tańcem, swym lotem, swą niespożytą, pulsującą i ruchliwą siłą. I czuła go w całej swej istocie jako ruch i skok, który nad jej wolą tu i tam lata niczym wielobarwny zygzak piorunu.
Właśnie wtedy narzeczony, pan Barwicki, nachylił się nad nią i czynił jej do ucha cierpkie uwagi o niewłaściwości tańczenia w polskim zebraniu kacapskiego tańca. Uwagi jego były najzupełniej słuszne, bardzo dobrze sformułowane, ściśle i trafnie ujęte w złośliwe aforyzmy. Narzeczona akceptowała w zupełności kąśliwe uwagi narzeczonego. Podzielała jego oburzenie. Gotowa nawet była protestować, boć jako inicjatorka i gospodyni tego pikniku... Lecz nie wypada. Jej samej nie wypada. Zwróciła uwagę narzeczonego na okoliczność, że przecie to sami Wielosławscy - matka, Anastazy, Hipolit - zaproponowali tańce tego przybłędy, tego jakiegoś Baryki. Gdzie oni go wykopali, tego chłystka, Barykę? Także nazwisko! Nieprawdaż, dzióbku?

Tymczasem „chłystek”, choć tak sprężysty i silny, musiał przecież przerwać prysiudy' i uwolnić od tychże pannę Szarłatowiczównę. Skoro zaś kozak się skończył, kapela znowu
Strony: