Dostępne lektury:

Polecane strony:

  • W przerwach w czytaniu książek polecam Lineage 2, wszystko o doskonałej grze jaką jest na stronie L2 Polska, lineage 2 polska. Zapraszamy w wolnej chwili do zapoznania się z ta grą.
  • Fachowa reklama dla bibliotek i nie tylko www.saskastudio.pl, zapewni właściwą promocję każdej bibliotece.

Lektury on-line Warszawa: Przedwiośnie

Części: 1 2 3

- A wieś, jak wieś. Ani miła, ani niemiła. Po prostu Odolany. Pracy tu trzeba, och, pracy! Ludek tu dobry, poczciwy, bogobojny, zapobiegliwy, pracowity, ale pracy nad nim trzeba - po łokcie!
Cezary zaśmiał się z cicha.
- Cóż ty się śmiejesz`? Ja dobrze wiem, co mówię, bo wśród nich żyję. Wszyscy oni jednacy.
- Nie śmieję się, księże Anastazy, tylko ziewam. Och, ziewam!
Po rozkoszach pikniku nastały dnie jałowe i nudne. Im ta zabawa większy wywołała rwetes i głębsze zamieszanie, tym bardziej i głębiej dawał się następnie odczuć spokój wsi i surowość codziennej pracy. Cezary Baryka nie dopominał się już o posadę na Chłodku. Przebąkiwał o powrocie do Warszawy i na medycynę, ale to tylko dla pozoru i jak gdyby dla sprowokowania wyraźniejszych zaprosin na pobyt dłuższy. Trudno by mu było w tym czasie odjechać. Wrósł tu nagle po pas, a nawet po ramiona. Miał tysiąc spraw do załatwienia, a wszystkie zmierzały do wyszukania pretekstów. Wiercił się i zżymał na miejscu, nie mogąc wyskoczyć do Leńca. Czekał, chodził z miejsca na miejsce, wyglądał w pola, zawsze w tę stronę, gdzie na dalekim, zamglonym wzgórku widać było kępy brunatnych drzew. Pod pozorem oglądania orki, polowania, a najczęściej samotnych spacerów, wyrywał się w tamtą stronę. Lecz mijały dnie puste, zabójczo monotonne, nieznośnie bezpłodne. Nic! Ani słowa, ani znaku! Czasami wydawało mu się, że wszystko, co przeżył, to był sen zmysłowy i nic więcej. Ludzi, którzy go otaczali, prawie nie widział. A tak dalece był zajęty swą skrytą namiętnością, że był przekonany o zachowaniu najdoskonalszej tajemnicy. Pewny był, że nikt absolutnie nic nie wie o jego uczuciach. Tymczasem każdy jego krok, każdy zamiar, każde przybladnięcie, gdy w mawiano słowo, „Leniec” albo wyraz „Laura”, każde sekretne westchnienie i każdy moment zadumania - były widoczne jak na dłoni dla oczu czuwających.
Pewnego popołudnia, już ciemnego i mrocznego, w starym nawłockim salonie grał na cztery ręce z panną Wandą Okszyńską. Grał mechanicznie, myśląc o swych utrapieniach wewnętrznych, rąbiąc martwymi rzutami rąk, rozszarpując skomplikowaną, nerwową grą palców jednostajne pasmo swej tęsknoty. Można by powiedzieć, iż nie słyszał muzyki wydobytej przez własne ręce, że czasami tylko z melodii zmiennej wznosiły się ku niemu ściskające wewnątrz siły tajemne. Skończył się utwór Liszta, który grali obydwoje. Ręce obojga ustały na klawiszach. Cezary palcami lewej swej dłoni przebierał jeszcze ostatnią melodię. Wtem poczuł z najgłębszym zdumieniem, że panna Wanda prawą swą rękę, zamiast na czarnych czy białych klawiszach, złożyła na jego ręce. Wydłużona dłoń, zimna jak z lodu, drżąca spazmatycznie, przycisnęła wierzch jego dłoni do klawiszów - chude palce żelaznym uściskiem ogarnęły jego palce. Cezary siedział dość długo bez ruchu, poddając się temu uściśnieniu, w zupełnej niewiedzy, co ma zrobić z tym fantem, który go trzymał w ręce. Podniósł oczy na twarz pannicy. Głowa jej była odwrócona i wciśnięta między barki, jakby dla powstrzymania szlochów czy przetrwania uderzeń. Ręka obejmująca jego rękę wciąż febrycznie drżała i szponami palców wpijała się pod palce. Zrazu pomyślał, że jego partnerce zrobiło się niedobrze, że to jakiś panieński atak - istierika, na którą panny w Rosji bardzo cierpią. Lecz przyjrzawszy się uśmiechowi warg, zrozumiał. Wysunął swą rękę ostrożnie i stanowczo spod tamtej dłoni. Nie wiedział, co robić dalej. Przesunęła mu się w pamięci melodia znanej piosenki operetkowej:
W lasku Idy trzy boginie
Spór zacięty wiodą wraz,
Każda z nich pięknością słynie
Która najpiękniejsza z nas?...
Myśl jego pognała ku ubóstwianej, ku bogini. Marzenie jego wionęło ku tamtej. Rzekł z bezlitosnym, z okrutnym uśmiechem:
- Widziałem tutaj ktoregoś dnia, jak pani uciekała przed perliczką.
- Ja? Pan to widział? - jęknęła zrywając się z miejsca.

Strony: